Marek pisze dużo, ale rzadko dla siebie. Zwykle są to teksty na zamówienie. W ciągu ostatnich 10 lat stworzył ich niemało. Zobaczcie, co ma na ten temat do powiedzenia. Pierwsza część artykułu o webwritngu przed Wami! (Asia)

 

 

Różne są cechy dobrego webwritingu. Niektórzy na pierwszym miejscu stawiają zwięzłość i rzeczowość. Dla innych liczy się przede wszystkim konwersacyjność. W moim prywatnym rankingu najważniejszy jest język. Bo dobry język to dobry tekst. I dzisiaj właśnie o tym.

 

Uwaga na marginesie: W niniejszym wypracowaniu pomijam kwestie tak oczywiste jak SEO czy hipertekstowość. To tematy na inną opowieść. Pamiętajcie też, że zajmuję się tutaj tekstami użytkowymi, nie literaturą. Co jednak wcale nie znaczy, że styl się nie liczy.

 

Test nastolatka

 

Na początek teza dosyć śmiała (a dla polonistów być może szokująca), ale wcale nie nowa. Otóż w pisaniu cała sztuka polega na tym, żeby tekst, niezależnie, o czym traktuje, był zrozumiały dla średnio rozgarniętego nastolatka.

 

Uściślę: zrozumiały od razu, po jednym czytaniu, bez potrzeby ponownej lektury – całości lub fragmentów.

 

Przyznaję, takie postawienie sprawy może być dla autora sporym wyzwaniem. I jakby tego było mało dodam jeszcze jeden postulat: idealnie, kiedy rzeczony nastolatek będzie potrafił ów tekst streścić.

 

(Wyjaśnienie dla zszokowanych polonistów: dlaczego akurat nastolatek? Bo to najsłabsze ogniwo. Jeżeli nastolatek zrozumie, inni też sobie poradzą.)

 

Zgadzam się z twierdzeniem, że jeśli tekst nie jest zrozumiały dla czytelnika, to najprawdopodobniej autor sam nie bardzo rozumiał, o czym pisze. Tę zasadę można odnieść właściwie do wszystkich zagadnień, może z wyjątkiem mechaniki kwantowej i kilku pokrewnych dziedzin.

 

No więc, jakim językiem mówi na co dzień nastolatek? Na pewno nie literaturą. To raczej nieskomplikowane stylistycznie, jednozdaniowe komunikaty, często równoważniki zdań, a nawet pojedyncze słowa.

 

Prawdę mówiąc, większość z nas porozumiewa się w ten właśnie sposób. I taką formę komunikacji odbieramy jako naturalną. Dobrze, kiedy i słowo pisane przybiera postać zbliżoną do  języka mówionego. Wtedy jest po prostu łatwiejsze w odbiorze, bardziej zrozumiałe.

 

Tak więc język tekstu powinien być prosty, ale nie prostacki – nie bardziej prosty niż to konieczne dla jasności wywodu i klarowności wypowiedzi. Inaczej mówiąc, nie komplikuj i nie utrudniaj. Ułatwiaj (nastolatkowi) czytanie, rozumienie i zapamiętywanie.

Żeby nie być gołosłownym – oto dwa przykłady z książki Stevena Pinkera “Piękny styl. Przewodnik człowieka myślącego po sztuce pisania XXI wieku.” (Smak Słowa, 2016)

 

Najpierw komunikat napisany językiem “specjalistycznym”: “Jesteśmy przekonani, że podejście ICTS do oferowania zintegrowanych rozwiązań, stanowiących połączenie efektywnej pracy ludzi, usług świadczonych przy użyciu psów oraz najnowszych technologii, było kluczowym czynnikiem różnicującym w procesie selekcji.”

 

 

A teraz to samo, ale w przekładzie na język nastolatka: “Wybrano naszą firmę, ponieważ chronimy budynki przy pomocy strażników, psów i czujników elektronicznych”.

 

Mam nadzieję, że komentarz jest zbędny.

A teraz konkrety, czyli zacznijmy od podstaw

 

Przede wszystkim używaj słów, które są zrozumiałe dla czytelnika. To fundament skutecznej komunikacji.

 

Aby uniknąć niezręcznych, kłopotliwych lub nawet kompromitujących dwuznaczności albo interpretacyjnych nieporozumień używaj słów zgodnie z ich powszechnie przyjętym znaczeniem. To zalecenie szczególnie istotne w odniesieniu do publikacji internetowych. W Internecie ceni się konkret, a więc  jednoznaczność i rzeczowość.

 

Jeżeli masz do wyboru dwa słowa, które znaczą dokładnie to samo – jedno pochodzące z języka obcego, drugie “rdzennie” polskie (np. percepcja i postrzeganie), wybierz to drugie. Na wszelki wypadek. Ja zawsze tak robię. Przesadzam? Być może, ale przynajmniej mam pewność, że nikt nie pomyli percepcji z recepcją. Polskie słowa darzę większym zaufaniem.

 

Jeśli wprowadzasz do tekstu specjalistyczną terminologię, wyjaśnij sens użytych terminów. Ta zasada odnosi się również do nowych pojęć, na tyle młodych, że nie zdążyły jeszcze “zadomowić” się w świadomości Twoich czytelników. Podobnie w przypadku skrótowców (specjalistycznych lub nowych); rozszyfruj ich znaczenie.

 

Eliminuj tzw. wypełniacze (sformułowania, figury retoryczne), które niepotrzebnie rozdymają tekst przy okazji osłabiając siłę Twoich argumentów. Niesławnymi klasykami w tej kategorii są m.in.: tak jakby; jak gdyby; mówi się, że; wiele wskazuje na to, że…

 

Wystrzegaj się banalnych porównań i metafor (źródło dochodów,  reklama dźwignią handlu itp.), zgranych peryfraz (gród Kopernika, kraj nad Wisłą, zimowa stolica Polski), obiegowych sformułować (brzemienne w skutki, coś jest na rzeczy), kolokwializmów a także wyrażeń zapożyczonych z politycznej nowomowy (procedować, posiadać wiedzę) lub urzędniczego żargonu (oświadczenie woli). To żywe trupy inwencji pisarskiej. Za każdym razem, kiedy jej przywołujesz, mordują fragment Twojego tekstu. Naprawdę.

 

Unikaj tautologii  i pleonazmów (cofać do tyłu, dwie równe połowy, w miesiącu grudniu, podskoczyć do góry, w dniu dzisiejszym). W tekście wyglądają wyjątkowo nieprofesjonalnie.

 

Jak najmniej wtrąceń, dygresji, uwag na marginesie. Wszystko to rozbija strukturę tekstu, utrudnia uchwycenie sensu Twojej wypowiedzi, spowalnia czytanie i odwraca uwagę czytelnika.

 

Jeżeli nie jest to konieczne, nie zmuszaj wyrazów, by zamieniały się miejscami w zdaniu. Naturalny szyk jest jak smak z dzieciństwa. Zawsze trafi w Twój gust.

 

Pamiętaj, że pojedyncze zdania są łatwiejsze w odbiorze. Poza tym autor ma z nimi mniej kłopotu – są bardziej zdyscyplinowane i chętniej poddają się regule “w jednym zdaniu tylko jedna myśl”. Ideałem są wypowiedzi złożone maksymalnie z 12 słów. Tak twierdzą specjaliści. (Wcześniej mówili o 18 – 20).

 

Alternatywna wersja tego akapitu: Jeżeli możesz podzielić zdanie złożone na dwa albo trzy zdania proste, zrób to. Co Ci szkodzi?

 

Ciąg dalszy za tydzień