To jest druga część artykułu “Jak pisać, żeby zrozumieli”.W pierwszej zacząłem od cech dobrego webwritingu, teście nastolatka i podstaw pisania do internetu. W tej piszę o tym, na co szczególnie zwrócić uwagę. Przyjemnej lektury!

Dobre i złe* czasowniki

Czasowniki w stronie czynnej (piszę, wyjaśniam, czytasz, rozumiesz) to energia i dynamizm. Dzięki nim Twoja opowieść żyje i zaciekawia; angażuje czytelnika i utrzymuje jego uwagę. Czasowniki w stronie czynnej dają wypowiedzi wigor i siłę przebicia. Skuteczniej przekonują do Twoich racji i argumentów; w rezultacie zachęcają do działania. Dzięki nim tekst staje się zwięzły i rzeczowy. Same plusy. Czego chcieć więcej?

Strona bierna (został napisany, jest wyjaśniany, był czytany, zostanie zrozumiany) to cecha oficjalnych (czytaj: bezosobowych i drętwych) raportów, sprawozdań, relacji, meldunków itp. Nie polecam.

*Te złe (w stronie biernej) też są dobre, ale tylko wtedy, gdy nie występują w nadmiarze.

Podstępne wcielenia rzeczowników

Rzeczowniki odczasownikowe (pisanie, czytanie, rozumienie) formalizują i usztywniają język. Jeśli nie chcesz, żeby Twój tekst brzmiał jak podanie lub urzędowe pismo, zamieniaj rzeczowniki odczasownikowe na czasowniki, od których pochodzą (pisać, czytać, rozumieć).

Poza tym rzeczowniki odczasownikowe niepotrzebnie zwiększają dystans między autorem a czytelnikiem, wydłużają zdanie, przy okazji pozbawiając je dynamiki. Dla porównania najpierw wypowiedź z rzeczownikiem odczasownikowym: “Moim ulubionym zajęciem jest czytanie”. A teraz z czasownikiem: “Uwielbiam czytać”. Sens ten sam, ale w tym drugim przypadku całość brzmi naturalniej, sprawia wrażenie spontanicznej wypowiedzi. Tak jest pod każdym względem lepiej.

Podobny wpływ na zdanie mają rzeczowniki odprzymiotnikowe (dobroć, wierność, przychylność); dystansują autora, wydłużają wypowiedź. Dlatego zamieniaj je na przymiotniki, od których pochodzą. Zdanie z rzeczownikiem: “Przemawiała przez niego wrodzona dobroć”. A teraz z przymiotnikiem: “Był dobrym człowiekiem”. Lepiej?

Wystrzegaj się korowodu rzeczowników w dopełniaczu. Dlaczego? Bo nie są mistrzami w zachęcaniu do dalszej lektury (zwłaszcza jako tytuły lub śródtytuły). Prawdę mówiąc, bardziej odpychają, niż zachęcają. No i wieje od nich stylistyczną monotonią. Na przykład: “Techniki utrzymania ciekawości czytelnika”. Albo: “Zasady przywracania krążenia krwi”.

Jak pozbyć się takich niewydarzonych “tworów”? Najprościej, przekształcając je w równoważnik zdania: “Jak utrzymać ciekawość czytelnika?”; lub w zdanie podrzędnie złożone: “Co zrobić, żeby krew zaczęła krążyć?”. W ten sposób poprawisz nie tylko czytelność wypowiedzi, ale także jej styl.

Bracia mniejsi, czyli znaki przestankowe

Interpunkcja – rzecz w Internecie traktowana z dużą dozą dowolności, a nawet nonszalancji, Bywa, że całkowicie lekceważona. Tylko nieliczni blogerzy piszący o webwritingu poświęcają jej więcej niż akapit. Tymczasem przecinek i spółka są niezawodnymi przewodnikami po zdaniu. I w tej roli mają wiele do powiedzenia (lub ściślej: przekazania). Czasami nie mniej niż słowa. Wśród nich najbardziej wymowna jest kropka.

Zacznijmy od wykrzyknika, bo ostatnio wszędzie go pełno.

Kiedy trzeba podkreślić wagę wypowiedzi – pojawia się wykrzyknik. Zdanie musi zabrzmieć dobitnie – znowu wykrzyknik. Autor chce zagrać na emocjach – oczywiście wykrzyknik. Wzywa do działania – no jakżeby inaczej: wykrzyknik. I tak bez końca.

Rzecz w tym, że nadużywany bardzo szybko traci moc – zwyczajnie obojętniejemy na obecność wykrzyknika. Nie mówiąc o tym, że nadmiar wykrzykników w tekście to oznaka egzaltacji. Wykrzyknik to Twój agent do zadań specjalnych; używaj go tylko w wyjątkowych sytuacjach.

(Przy okazji: spróbuj policzyć, ile wykrzykników zastosował Wojciech Tochman w reportażu “Siedem razy siedem” otwierającym zbiór “Schodów się nie pali”. No dobrze, zrobiłem to za Ciebie. Odpowiedź brzmi: jeden. Kilkadziesiąt tysięcy znaków. 16 stron. I tylko jeden wykrzyknik. Daje do myślenia, prawda?)

Z wielokropkiem jest podobnie: wielokropek tylko w uzasadnionych sytuacjach – gdy chcesz podkreślić znaczenie, wyjątkowość lub zaskoczenie. Za dużo wielokropków to pretensjonalność

Z kolei zbyt wiele przecinków w zdaniu można porównać do piasku w trybach. Zdanie usiane niepotrzebnymi przecinkami po prostu ciężko się czyta. Natomiast ich niedostatek to realne ryzyko daleko idących nieporozumień. Oto moje ulubione przykłady ilustrujące tę tezę: “Jedzcie dzieci!” i “Jedzcie, dzieci!” Niby to samo, a sens zupełnie inny. I odpowiada za to tylko jeden przecinek.

Średnik i myślnik dobrze sprawdzają się wszędzie tam, gdzie chcesz zmienić rytm/tempo wypowiedzi, zrobić pauzę lub uzupełnić kwestię – dopowiedzieć albo sprecyzować myśl.

Nawiasy: miejsce na dygresję, komentarz, uwagę, wyjaśnienie – na marginesie, obok głównego toku myśli. Jednak zbyt często używane trącą warsztatowym manieryzmem (to moja przypadłość). O tym niżej.

A co z pytajnikiem? To chyba jeden z “najłatwiejszych” znaków interpunkcyjnych. Reguły jego stosowania są dosyć oczywiste – tam gdzie pytanie, tam i znak zapytania (w zasadzie). “W zasadzie”, bo są wyjątki (ale o tym kiedy indziej). Warto natomiast pamiętać, że pytajnik chętnie występuje w towarzystwie innych znaków – wykrzyknika i nawiasów. Miejsce, jakie wtedy zajmuje, ma znaczenie.

Znak zapytania przed wykrzyknikiem wyraża zdumienie, przestrach lub oburzenie (Człowieku, co ty opowiadasz?!). Znak zapytania po wykrzykniku sygnalizuje niepewność albo wahanie (Na pewno!?).

Znak zapytania w nawiasach komunikuje, że informacje zawarte w zdaniu lub jego części są niepewne, wątpliwe lub najprawdopodobniej błędne. Zdecydowanie wymagają sprawdzenia. “Mowa o 40 tys. (?) uczestników, którzy…”

Natomiast kropka… No cóż, kropka rządzi. Jest solidna i wiele potrafi. “To […] instrument, którym wybijamy akordy. Możemy ją postawić tak naprawdę w każdym miejscu i zacząć zdanie od każdej części mowy – od spójnika, zaimka, czasownika. Wszystko zależy, co chcemy wygrać. Stawianie kropki w miejscu, w którym – wydawałoby się – równie dobry byłby przecinek, nie tylko dynamizuje tekst, ale wzmacnia frazy, buduje napięcie i emocje.” – Ewa Wilcz-Grzędzińska, Tomasz Wróblewski, Pisać skutecznie. Strategie dla każdego autora, Ossolineum 2011.

Co z abstrakcyjnymi pojęciami?

Kiedy piszesz o ideach, koncepcjach, emocjach, regułach itd., spróbuj znaleźć sposób na ich zrozumiałe przedstawienie. Ja zwykle przypisuję im cechy i właściwości żywych istot, najczęściej ludzi. Na przykład piszę, że czasowniki zachęcają do działania a zdania są zdyscyplinowane (personifikacja).

Czasami posiłkuję się porównaniem: “Naturalny szyk wyrazów w zdaniu jest jak smak z dzieciństwa”.

Albo wyjaśniam rzecz za pomocą przykładu: “Niesławnymi klasykami w tej kategorii są m.in.: tak jakby; jak gdyby; mówi się, że; wiele wskazuje na to, że…”

I już.

Małe nie, duży kłopot

Ostrożnie z partykułą “nie”, bo z nią to tylko same kłopoty. Po pierwsze, partykuła “nie” jest dość niepozorna. Łatwo ją przeoczyć skanując tekst w internecie. Nietrudno się domyślić, jaki to ma skutek dla odbioru treści.

Po drugie, “nie” potrafi być niewidzialne. Albo inaczej: nasz mózg z jakichś powodów nie umie lub nie chce dostrzec “nie”. Kiedy “nie” stanie mu na drodze, mózg udaje, że go tam nie ma. Na przykład: “Nie obraź się, ale twoja prezentacja…” Po takim wstępie nie masz wyboru, musisz się obrazić. Lub też: “Nie myśl o piwie”. I jak? Nie myślisz?

Po trzecie, “nie” sprawia, że sens komunikatu nie od razu trafia do czytelnika. Jaki wniosek płynie z tej wypowiedzi: “Nie pisz długich zdań”? Ano taki, że lepiej pisać krótkie zdania. Dlaczego więc nie sformułować tego wprost?

Co za dużo…

Eliminuj manieryzmy językowe i warsztatowe, ich nadmiar irytuje czytelnika. Moją słabością są nawiasy. Muszę się pilnować, żeby ich nie nadużywać. Daję nawias za każdym razem, kiedy chcę coś dopowiedzieć, wyjaśnić albo sprecyzować. Tymczasem średnik lub myślnik byłby lepszym rozwiązaniem. Nadmiar nawiasów przeszkadza w czytaniu i na pewno nie czyni wypowiedzi bardziej zrozumiałą.

Na koniec

Nie poprawiaj w nieskończoność, bo oszalejesz. W końcu trzeba powiedzieć “dość!”.

I jeszcze jedno: dobre teksty dobrze brzmią. Przed publikacją sprawdź, czy Twój brzmi dobrze – przeczytaj go na głos (koniecznie wydrukuj, nie czytaj z monitora, bo wszyscy wiemy, jak czyta się takie teksty). Jeszcze lepsze rozwiązanie: Posłuchaj, jak brzmi w ustach kogoś innego. Jeśli coś w nim (w tekście, nie u czytającego) nie gra, na pewno to usłyszysz. Spróbuj.

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, napisz do mnie, polub lub udostępnij na Facebooku. Jeżeli z czymś się nie zgadzasz, też daj mi znać.